Odetchnęłam. Nie wiem czemu tak bałam się
tej rozmowy. TeaMin był w porządku. Lubiłam go i oczywiście był moim biasem. Z
niego często brałam przykład. Kiedyś gdybym spotkała go na ulicy zaczęłabym
piszczeć jak dwunastoletnia dziewczynka. Teraz mam dziewiętnaście lat. Chyba
wydoroślałam (co trudno stwierdzić po moim zachowaniu).
Milka wyszła z sypialni w dresach i
koszulce do kolan. Zaczęłam się z niej śmiać.
- Co zamierzasz?- zapytałam.
- Będę… jadła- zrobiła poważną
minę, a ja wybuchłam śmiechem. Spojrzała na mnie spode łba- wiesz, że moje
ubrania są podatne na plamienie…
- To nie ubrania- śmiałam się
dalej- to twoje niezdarne rączki- przytuliłam ją, bo była taka kochana.
Poszłyśmy do kuchni. Milla zmierzyła się
ze spaghetti. Jak zawsze- poplamiła się. Patrzyłam na nią z podziwem. Mimo…
miliona plam z pomidorowego sosu, ona nie poddawała się i jadła dalej.
Zaśmiałam się na tą myśl.
- Z czego się śmiejesz?- zapytała
podnosząc widelec do ust.
- Z niczego- uśmiechnęłam się-
Dzwoniłam do TeaMin a.
- I co?- podniosła się na
krześle- będziemy w konkursie?!
- Nie wiemy. Ma dziś wpaść na
kolację i pogadamy- uśmiechnęłam się zachęcająco.
- To fajnie. A co będzie na
kolacje?
- Nie wiem… zobaczymy. Kolacja
jest najmniej istotna. Powinnyśmy zacząć ćwiczyć. Wiesz, na wszelki wypadek.
- Masz rację- pokiwała głową.
Gdy zjadła przebrałyśmy się w ciuchy do
tańczenia i włączyłyśmy muzykę na laptopie. Najpierw coś na rozgrzewkę i do
potańczenia, a potem podkłady. Śpiewałyśmy i tańczyłyśmy naraz.
Te nasze próby i ćwiczenia brałyśmy bardzo
na poważnie. Jasne, że czasem było się z czego pośmiać, ale wkładałyśmy całe
serce i rozum w to, co robiłyśmy.
Po półtorej godziny Milka zmęczyła się i
poszła spać (jak zawsze). Nie wiem jak można spać w środku dnia. Ja
postanowiłam, że dalej będę ćwiczyć.
Tym razem włączyłam ,,ONE OF A KIND” G Dragona
i tańczyłam do tego. Potem włączyłam mojego ukochanego ,,Lucifer a ” SHINee i
poczułam falę euforii, która ogarnęła mnie po wykonaniu pierwszych kroków. Ta
piosenka była inna. Wyjątkowa. Chyba dlatego, że od niej zaczęła się moja
przygoda z K-POP em. Jednak nie byłam doskonała w tej piosence. Nadal czaiły
się kroki, których nie mogłam opanować. Mimo to pracowałam nad nimi cały czas.
Gdy o tym rozmyślałam, poczułam, że ktoś
jest w pokoju. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam TeaMin a.
- Miałem klucze- powiedział i
uśmiechnął się słodko, oparty o futrynę. Lekko zdenerwowana i zawstydzona
położyłam ręce na biodrach.
- Mimo wszystko puka się-
zganiłam go, ale nie przejął się.
- Podoba mi się jak to
zatańczyłaś- pożałował, że to powiedział, bo zaraz dodał- to znaczy… dobrze ci
idzie.
- Mam problemy z przejściem-
skrzywiłam się.
- Nie przejmuj się. Ja też
miałem- uśmiechnął się- jak chcesz, mogę pokazać ci, jak to zrobić bez
wykręcania sobie nóg- zaśmiał się.
Stanął koło mnie, włączyłam piosenkę.
Pokazał gestem, bym go naśladowała. Pierwsze kroki wyszły mi całkowicie. Potem
nadeszła pora przejścia, a ja stanęłam zrezygnowana opuszczając ramiona.
- Nie przejmuj się! Patrz…-
wyłączył muzykę i powoli wykonał przejście. Powtarzałam wszystko za nim i
poczułam. w czym leżał problem.
- Aaaa…- zawołałam zadowolona-
dzięki- uśmiechnęłam się promiennie.
- Nie ma za co.
Poczułam się co najmniej dziwnie. Jakaś
dziwna siła kazała mi się zbliżyć do TeaMin a. Jemu chyba też dała takie
polecenia.
Stałam od niego kilkanaście centymetrów i
nie wiedziałam, co właściwie robię. Wiedziałam tylko, że chciałam poczuć, jak
to jest całować TeaMin a.
- No, co tam gołąbeczki?-
odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Milkę. Zaspana nadal w ciuchach do
tańczenia przecierała oczy- wspaniale mi się spało…- spojrzała na nas i
zmarszczyła brwi- coś mnie ominęło..?
- Nie! TeaMin właśnie nauczył
mnie tego przejścia, z którym miałam problemy- uśmiechnęłam się. Chyba miałam
rumieńce na twarzy.
- Aha! To fajnie- wyszczerzyła
się- to co? Robimy kolację?
- Jestem za- podniosłam rękę jak
zawsze.
Poszliśmy do kuchni. TeaMin zaproponował,
żebyśmy zrobili makaron z serem, ale Milla wspominając spaghetti miała dość
makaronu, co najmniej na tydzień.
- To może… krokodylki?- zaśmiałam
się.
- Ooo! Pamiętam jak twoja mama
nam to robiła- przytaknęła Milla.
- No właśnie… mama spakowała mi
ze trzy kilo tej kiełbasy i musimy ją zjeść.
- Krokodylki?!- chłopak patrzył
na nas jak na nienormalne. Zaczął się śmiać- co to jest?
- Krokodylki to kiełbasa, którą
nacina się w taki sposób, by przypominała skórę krokodyla i smaży ją na
patelni. Dla beki robimy z Millą jeszcze oczy z ketchupu i wychodzą „krokodylki”-
uśmiechnęłam się.
Postanowiłyśmy z Milką, że trzeba
zapoznać TeaMin a z daniem, które najlepiej nam wychodzi. Milka wyjęła z
lodówki kiełbasę, ja znalazłam patelnię, a TeaMin próbował nacinać „krokodylową”
skórę. Zaśmiałam się i podeszłam do niego.
- Patrz- nie mogłam przestać się
śmiać- tniesz tak, żeby była przekrzywiona kratka- pocięłam pierwszy kawałek.
Chłopak obserwował mnie uważnie tak jak ja jego podczas nauki tańca, śmiałam
się dalej- nie patrz tak! To tylko kiełbasa!- Milka słysząc takie zdanie
zaczęła przesadnie głośno się śmiać.
- Nestor!!! Nie krzycz na niego!
Jeszcze się przestraszy i nie będzie w stanie zjeść tych krokodyli- śmiała się-
Wiesz… ja kiedyś myślałam, że twoja mama robi to z krokodylowego mięsa.
- Żartujesz?!- śmiałam się tak,
że nie mogłam utrzymać noża w dłoni (jak możecie się domyślać, było to dosyć
niebezpieczne).
TeaMin przejął narzędzie i powtórzył
dokładnie po mnie każdą czynność. Poszłam do Milki trzymać patelnię, bo nie za
bardzo wychodziło jej wlewanie na nią oleju.
Milka klęczała przy kuchence i próbowała
utrzymać patelnię. Śmiała się tak, że kucnęła przytulając patelnię. Zaczęłam
się zwijać ze śmiechu i po chwili siedziałyśmy obok siebie. Milla w objęciach
patelni, a ja butelki oleju.
TeaMin odwrócił się, ale nie znalazł
nikogo przy kuchence. Spojrzał bardziej w dół- na podłogę i widząc nasz stan,
sam zaczął się śmiać.
Po nim znów ja i Milla. Jak można się domyślać po chwili
i on dołączył do nas- na podłogę, ale nie przytulał noża (na szczęście) tylko
deskę do krojenia, którą wziął, żeby umyć w zlewie.
Siedzieliśmy tak przytuleni dobre pięć
minut. Najgorsza jest taka wieczorna głupawka, nie da się nic zrobić. Tylko ją
przeczekać.
- Dziękuję wam- powiedział
TeaMin, gdy już z gotowym jedzeniem siedzieliśmy oparci o kanapę na podłodze w
salonie.
- Za co?- zapytałam włączając
laptopa. Chcieliśmy obejrzeć może jakiś film i dodzwonić się do Polski.
- Od dawna się tak dobrze nie
bawiłem. Ten dzień był… niesamowity- uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na
sercu, a jednocześnie smutno. Kto by pomyślał, że chłopak, gwiazda K-POP u,
koleś, który miał za przyjaciół Key a, Onew, Minho, Jonghyun a i wielu innych,
mógł się czuć nieszczęśliwy.
- Na nas zawsze możesz liczyć-
uśmiechnęłam się do niego. Milla energicznie pokiwała głową.
- Dzięki- uśmiechnął się znowu-
Estera? Nic nie zjadłaś…
-Nie jestem głodna- odstawiłam
talerz na podłogę.
- A właśnie! Pamiętasz, że Lama
wisi ci przysługę?- zapytała Milka z buzią wypchaną żelkami.
- Pamiętam, pamiętam- zaśmiał
się- Na pewno kiedyś wykorzystam- puścił do niej oko.
- O!- zawołałam- Miwałka jest!-
zaśmiałam się.
- Dawaj! Dzwoń do niej! Jak
zobaczy kogo tu mamy to padnie!
- Może byśmy najpierw TeaMin a
zapytały?- zaśmiał się.
- Dzwoń, ale wy się schowajcie,
żeby było śmieszniej. Ona zna koreański?
- Zna, zna- zaśmiałyśmy się i
usiadłyśmy przed TeaMin em, który wziął laptopa na kolana.
- To dzwonię- Kliknął na ikonkę
Miwałki.
Usłyszeliśmy parę sygnałów, a już ryłyśmy
z Milką tak, że nie mogłyśmy wytrzymać, gdy Miwałka odebrała.
- Cześć- odezwał się TeaMin i
pomachał ręką do kamerki.
- Ale… o mój… Nestor! Nie róbcie
sobie ze mnie jaj…
- Nie robią- zaśmiał się chłopak-
Miwako tak? TeaMin jestem- uśmiechnął się.
- C… co? Jak…
- Normalnie- zaśmiał się.
Usłyszałyśmy pisk. W tym momencie usiadłyśmy koło TeaMin a.
- O chole… Milka… skąd wy go
wytrzasnęłyście?
- Możesz wierzyć lub nie, ale
mieszkamy u niego. Tak jakby- zastanowiła się.
- Żartujecie sobie?!
I tak chwilę gadałyśmy w Miwałką, a potem
TeaMin chciał nam pokazać uczestników konkursu. Z nerwami obserwowałam, jak
chłopak wpisuje adres strony. Chyba wolałam nie wiedzieć jak bardzo jesteśmy za
nimi w tyle, jak bardzo się różnimy.
- Widząc, co potrafi Estera mogę
spokojnie wam powiedzieć, że się nadajecie. Powiem, że macie nawet szansę
wygrać- uśmiechnął się- tylko potrzebujecie trochę nauki. Tańczycie amatorsko?
Nie miałyście nauczyciela?
- Nie- powiedziałam- wszystkiego
uczyłyśmy się same wychwytując ruchy z teledysków.
- To nieźle! Mogę wam pomóc,
jeżeli chcecie. Wpis to najmniejszy problem. Wystarczy, że zagadam do G
Dragona, Mir a i organizatora. Oni wszystko załatwią. Teraz tylko układ i
oczywiście wybór piosenki.
- Czyli… będziemy w konkursie?-
zapytała Milla z nadzieją w głosie.
- Tak- zaśmiał się- czemu nie?
Potem pokazałyśmy nasze cover y na
youtube, żeby pokazać jak śpiewamy i obejrzeliśmy jakiś film. Dużo się
śmieliśmy, ale przyszła pora, żeby skończyć i posprzątać po kolacji.
_________________________________________________________
Idzie jak po maśle, ale czy na długo?
Królicza Świnka

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz