piątek, 12 lipca 2013

CZĘŚĆ II

     Stałam jak wryta z otwartą buzią. Milka słysząc: ,,TeaMin” mruknęła coś pod nosem i krzyknęła.
- Po pierwsze nie nabierzesz mnie, a po drugie przestań ciągle o nim nawijać. Lepiej zaproś…-wyjrzała z sypialni- go do środka. O mój Boże…ty jesteś… Boże…
- Milka. To nie jest Bóg, to TeaMin- potrząsałam przyjaciółką.
- Czyli ty jesteś Milka?- pokiwała- Yyy… mogę wejść?- zapytał lekko zawstydzony.
- Taak! Jasne! Przepraszam, ale rozumiesz… zatkało nas- uśmiechnęłam się.
- Dobrze znacie koreański. Byłyście już tu?- zapytał.
- Nie. Ale uczyłyśmy się od… trzynastego roku życia, więc chyba nie jest aż tak źle.
- Jest całkiem dobrze- uśmiechnął się. Spojrzałam na Milkę i nie mogłam powstrzymać wyszczerza.
- Usiądź- zaproponowała- napijesz się czegoś? Chodź szczerze mówiąc mamy tylko frugo.
- Nie, dzięki. Miałem wam wszystko pokazać. To idziemy?
- Jasne- powiedziałyśmy obie.
     Założyłam trampki i zauważyłam, że mam na nich napisane ,,T-M” więc postanowiłam założyć inne. Milka zmieniała bluzkę z zielonej na pomarańczową i mogliśmy iść.
     TeaMin znów założył okulary na nos i kaptur na głowę. Wyciągnął z kieszeni Smartphone a, spojrzał na wyświetlacz i schował telefon z powrotem.
- Mam jakieś… dwie godziny góra- powiedział.

     Wyszliśmy na ruchliwą ulicę. Szłyśmy krok w krok za chłopakiem, który wyglądał tak przeciętnie w swoim przebraniu. Na koncertach wyglądał co, najmniej dziwnie, a teraz był jak ja czy Milka.


     Szliśmy cały czas prosto, aż skręciliśmy. Kręciło się tu dużo taksówek, było mnóstwo sklepików, sklepów i marketów. Weszliśmy do jednego z nich.
- Jak tu mieszkałem, zawsze chodziłem do tego sklepu- wydawało mi się, że westchnął.
- Milka! Pamiętasz gifa z marketu?- zapytałam śmiejąc się.
- No jasne!- też zaczęła się śmiać- "Czemu kupujesz mleko?”- naśladowała Onew.
-"Mam zamiar je wypić…”- krztusiłam się ze śmiechu. TeaMin widać, też pamiętał tą sytuację, bo przyłączył się.
- "Hej! Żartujesz?”- też zaśmiał się- Pamiętam, pamiętam.
     Znalazłam tego gifa na telefonie i pokazałam Milli i TeaMin owi. Cały sklep zaczął się na nas gapić, bo tak się śmieliśmy.


 - Mam pomysł!- zaśmiał się TeaMin.
- No słuchamy- powiedziała Milka nadal ogarnięta śmiechem.
- Najpierw zrobimy listę, potem się podzielimy i na czas będziemy szukać rzeczy z listy. Kto będzie ostatni wisi przysługę wygranemu- uśmiechnął się zawadiacko.
- Ja jestem za- podniosłam rękę i zaśmiałam się.
- Może być- Milla pokiwała głową.
     Zrobiliśmy dokładną listę, podzieliliśmy ją na trzy i ruszyliśmy w głąb sklepu. Poszłam szukać nieszczęsnego sera. Słyszałam jak Milka przepraszała kogoś, bo chyba coś zrzuciła. Potem biegła do innego działu śmiejąc się niemiłosiernie głośno.
    Weszłam do działu z nabiałem i zobaczyłam TeaMin a, który bierze mleko.
- Czemu kupujesz mleko?- zawołałam i pomachałam do niego.
- Macie zamiar je wypić!- odkrzyknął, a ja myślałam, że zacznę tarzać się ze śmiechu. Potem spojrzał na mnie tak dziwnie i pobiegł dalej, przypominając o wyścigu.
     Poleciałam szukać innych rzeczy z mojej listy i zobaczyłam Milkę. Siedziała na podłodze i wyglądała jakby płakała. Podeszłam do niej i kopnęłam w nogę.
- Ej! Czego ryczysz skarpeto?- spojrzała na mnie i zrozumiałam, że ona się śmieje! Nie mogła złapać oddechu- aa! To z czego ryjesz skarpeto?- jej stan mnie przerażał. Ludzi dookoła chyba też- Ogarnij się! TeaMin nas wyprzedza!- wstała otrzepując się i znów zaczęła się śmiać.
- O co chodzi?
- No bo…- próbowała mówić przez śmiech- bo.. bo- i znów zaczęła się brechtać jak opętana.
- Nie ważne. Ty! Weś się zbieraj! Ja pędzę po jogurt dla ciebie- zaśmiałam się, a ona to słysząc znów opadła na podłogę. Byłam pewna, że to ona przegra.
     Po dziesięciu minutach byłam przy kasie. Jak myślałam spotkałam tam TeaMin a, ale… MILKA TEŻ TAM BYŁA?! Przegrałam…
- Ale… - moje oczy zwęziły się- Milka.. chamie jeden ty…
- Tak się wygrywa! Znaczy… nie przegrywa. Wisisz przysługę TeaMin owi- zaśmiała się.
- Wolę, niż tobie, żmijo perfidna, skarpeto śmierdząca…
- Ty! Lamo! Nie pozwalaj sobie!- zaśmiała się.
     Spojrzałam na TeaMina. Nie mógł złapać oddechu- ze śmiechu oczywiście. Nasze sprzeczki chyba faktycznie wyglądały śmiesznie z boku.
- Dziewczyny!- dalej się śmiał- Chodźmy dalej. Mało czasu mam- uśmiechnął się- chodź wolałbym włóczyć się z wami po sklepach- zaśmiał się- masakra. Polubiłem zakupy- potrząsnął głową.
- Taka SIŁA SIÓSTR LAMY I SKARPETY!- Milka zrobiła poważną minę, położyła pięść na sercu i wzniosła dwa palce do nieba. Położyłam czoło na ramieniu TeaMin a.
- Zabierz ją ode mnie, albo znajdź jej mózg…- śmiałam się.
     Poszliśmy dalej. Nie wchodziliśmy do sklepów. Jakoś się nam nie chciało. Chodziliśmy ulicami dzielnicy Seulu i podziwialiśmy piękno tego miasta.
     TeaMin powiedział, że w końcu odpoczywa. Chyba tęsknił za takim ,,nic-nierobieniem”.
     Nagle z jego kieszeni wydobył się dźwięk. Wyjął telefon i odebrał.
- Hej. No ok, będę- zdawał się być lekko przytłoczony- nie. Pokazuję miasto dziewczynom. Nie znasz. Dobra, dobra. Na razie- rozłączył się.
- Kto to był?- zapytała Milka.
- Nikt ważny. Zaraz będę musiał lecieć- zrobił smutną minę.
- Szkoda- powiedziałam.
- Ale kto to był?!- Milla nie dawała za wygraną.
- Kolega.
- Znany kolega?- miała ogniki szczęścia w oczach.
- No- zaśmiał się.
- KTO TO?!- Milka była bliska płaczu.
- Kojarzysz Mir a?- zapytał- jest w MBLAQ.
- Coś ty zrobił?!- krzyknęłam na niego i zaczęłam się śmiać- Milka zaraz zemdleje…- wyszeptałam i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Mir… mój mąż…- mówiła jak we śnie.
- Nie martw się… ona tylko chora psychicznie jest- mówiłam dalej- przejdzie jej jak dostanie żelka- sięgnęłam do torebki- Milcia… kochanie. Chcesz żelka?- zapytałam wyciągając do niej rękę z opakowaniem słodyczy. Pokiwała głową i zjadła pięć na raz.
     Chłopak patrzył na sytuację z rozbawieniem. Potem ocknął się i zwrócił do nas nieco smętnie.
- Muszę iść. Traficie do domu?- pokiwałyśmy głowami- Jak by co, to śmiało dzwońcie- uśmiechnął się i zatrzymał taksówkę. Pomachał na pożegnanie i już go nie było.
     Szłyśmy już do mieszkania, gdy Milka zauważyła sklep muzyczny. Pomyślałyśmy, że możemy zobaczyć, co tam jest.
     Było bardzo tłoczno. Od razu odechciało się nam spacerować po tym miejscu.
     Nagle Milka schyliła się i podniosła z podłogi jakąś kartkę. Przyjrzała się jej dokładnie i podała mnie.
- Bingo- uśmiechnęła się.
- Co to?- zapytałam. Przeczytałam treść i wytrzeszczyłam oczy- to… to coś dla nas- pokiwałam głową.
     W mojej dłoni spoczywała ulotka. Ulotka konkursu taneczno- wokalnego. Musiałyśmy się dowiedzieć czegoś więcej. Jak najszybciej chciałyśmy być w mieszkaniu.
     Nie przejmowałyśmy się zakupami. Rzuciłyśmy wszystko na stół w kuchni i poszłyśmy do salonu.
     Włączyłam swojego laptopa. Dokładnie wpisałam adres strony informacyjnej, który dyktowała mi Milla. Dłonie mi się trzęsły. Wiedziałam, że może to być dla nas szansa.
      Przyjechałyśmy do Korei, by uczyć się, rozwijać i spełniać marzenia. Jednym z nich był występ na wielkiej scenie. Poznanie naszych idoli. Co mogło nastąpić znacznie szybciej niż myślałyśmy. W końcu mieszkałyśmy u samego Lee TeaMin a, tak?
     Kliknęłam <enter>. Myślałam, że ta strona ładuje się wieki.
- Milka, weś ty sprawdź, bo ja muszę się czegoś napić.
- Ok…- wzięła ode mnie laptopa. Poszłam do kuchni i przypomniałam sobie o zakupach.
     Rozpakowałam wszystkie torby i wyjęłam z szafki szklanki. Nalałam sobie i Milli soku i wróciłam do salonu. Usiadłam obok przyjaciółki, machając jej przed nosem szklanką.
- Weś to Lamo. Czytam… słuchaj. Jurorami są, uwaga, TeaMin, Mir- zapiszczała- i G Dragon- podskoczyłam w miejscu.
- Żartujesz?! G Dragon?!- wytrzeszczyłam oczy.
- Nie. Nie żartuję. Ciii! Dalej… konkurs organizuje SMTOWN. Wygraną są warsztaty z jurorami, miejsca w szkole muzycznej i… apartament!- zapiszczała.
- Żartujesz?!- nie mogłam uwierzyć.
- Nie!! I…- jej optymizm zgasł- zapisy były do wczoraj.
     Opadałam na fotel. Zrobiło mi się strasznie smutno. Nadzieja, którą przyniosła ta ulotka, uleciała. Nie wiedziałam co robić.
- Co teraz?- zapytała Milla.
- Nie wiem… może- oświeciło mnie- zadzwonię do TeaMina- uśmiechnęłam się słabo.
     Czekałam jeszcze pół godziny. Nie chciałam dzwonić. Było mi niezręcznie. Bo nie dość, że był jurorem, to jeszcze był… no cóż. Sobą.
- Dzwoń! Nie zje cię!- krzyczała na mnie.
- To ty zadzwoń! Taka mądra jesteś skarpeto!
- Masz z nim lepszy kontakt. I w ogóle… ty dzwoń!- poszła do sypialni.
     Wzięłam głęboki wdech. Znalazłam w kontaktach ,,Kuzyn Kaśki” i znów zaczerpnęłam powietrza. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
     Czekałam, aż pojawi się pierwszy sygnał, który  przestraszył mnie, gdy już zadźwięczał. Potem kolejny i kolejny, aż w końcu TeaMin odebrał.
- Hej Estera- czułam w jego głosie uśmiech- coś nie tak?- zapytał.
-Yyy… nie. Znaczy… mam pytanie.
- Pytaj…- zdziwił się.
- Jesteś jurorem w konkursie SMTOWN, prawda?
- Tak. Skąd wiesz?
- Znalazłyśmy ulotkę z Milką.
- No jestem. I co w związku z tym?
- Hmm… zapisy były do wczoraj, a my… znaczy. Zastanawiałyśmy się, czy… hmm… czy nie dałoby się jeszcze nas wcisnąć?- zamknęłam oczy w nadziei, że nie usłyszę pretensji z ust mojego idola. Długo nic nie mówił, aż w końcu zdziwiony wyrzucił z siebie:
-  Śpiewacie?!- nerwowo zaśmiałam się.
- Tak. I tańczymy oczywiście…- poczułam, że policzki mnie pieką.
- Nie wiem… naprawdę, mógłbym się popytać, ale nic nie jest pewne. Może… mógłbym wpaść i zobaczyć, czy jest sens abyście startowały? Nie zrozum mnie źle!- powiedział od razu- chodzi o to, że to jest naprawdę wysoki poziom.
- Jasne. Wpadaj- uśmiechnęłam się do siebie- może na kolację?- zapytałam- Coś z Millą wykombinujemy.
- Dobra. To do zobaczenia o.... 18?
- No ok. Cześć- rozłączyłam się. 
 __________________________________________________________
Koniec kolejnej części, ale to dopiero początek...
Królicza Świnka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz