piątek, 12 lipca 2013

CZĘŚĆ V

     Przygotowania do konkursu szły nam całkiem dobrze. Czasem wpadał do nas TaeMin, żeby sprawdzić jak nam idzie. Jednak układu ani piosenki mu nie zdradziłyśmy. Strasznie nad tym ubolewał, ale nic nie mówił.
     Milka po dwóch tygodniach stwierdziła, że jesteśmy gotowe i możemy odpocząć. Przewróciłam oczami i szturchnęłam ją.
- Nie możemy przerwać ćwiczeń. To nasza szansa.
- Okeeej…- posmutniała- Tęsknię za chłopakami.
- Haha! Możesz do nich zadzwonić. Zaprosić.
     Tego wieczoru poszłyśmy wcześnie spać. Rano postanowiłam, że pójdziemy na zakupy, a potem może poćwiczymy. Już widziałam zdenerwowanie Milki.
     Poranek był pochmurny i brzydki. Przed południem miało padać. Spojrzałam na łóżko Milki. Nie było jej. Zgramoliłam się i poszłam do salonu. Na kanapie siedziała moja przyjaciółka z laptopem na kolanach, opatulona kołdrą i z chusteczką zaciśniętą w dłoni.
- Co oglądasz?- zapytałam idąc do kuchni.
- „You’re beautiful”. Musisz obejrzeć- chlipnęła.
- Może jak będę miała czas.
- Tak bym chciała spotkać Junga…
     Nie zwróciłam na nią uwagi i podreptałam do kuchni napić się wody. Po chwili usłyszałam ryk Milki. Przewróciłam oczami. Za bardzo przejmuje się tymi dramami.
     Poszłam do pokoju po ciuchy, potem do łazienki i postanowiłam, że pójdę na te zakupy, a naprawdę nie chciało mi się wychodzić w taką pogodę.
- Kimiko! Idziesz ze mną na zakupy?!
- A mogę nie? Zostały mi dwa odcinki!
- No dobra… Ale posprzątaj kuchnię.
     Gdy wyszłam akurat zaczęło padać. Seul nawet w takie dni był piękny i natchniony życiem. Zapomniałam parasola, więc założyłam kaptur mojej skórzanej kurtki na głowę i szłam jak najszybciej w stronę marketu. Jakoś mnie ta pogoda zdołowała. Chciałam jak najszybciej wrócić do mieszkania i walnąć się do łóżka, zamknąć. Spać, aż ta moja chandra nie minie.
     Weszłam do marketu i zaczęłam chodzić pomiędzy regałami. Uważnie patrzyłam na półki bojąc się, że coś przegapię, przez te moje dzisiejsze rozkojarzenie, gdy na kogoś wpadłam.
- Przepraszam!- zaczęłam zbierać z podłogi produkty, które wypadły z mojego koszyka.
- Jak się masz Estera?- spojrzałam na chłopaka i zrozumiałam, że to TaeMin.
- O, cześć- uśmiechnęłam się lekko- Jakoś leci, a co u ciebie? Ostatnio nie wpadałeś.
- Sporo mam teraz pracy. Przygotowujemy się do konkursu i nagrywamy z chłopakami nową piosenkę.
- Rozumiem. My z Milką też ćwiczymy, ale ona sądzi, że już wystarczy. Muszę ją jakoś mobilizować. Dlatego tu jestem. Przyszłam po żelki- zaśmiał się.
- No tak. Miłość Milki do żelków.
- A ty… co robisz w tej części miasta?- zmrużyłam oczy.
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że zrobię jakieś małe zakupy- uśmiechnął się do mnie słodko.
     Pogadaliśmy chwilę chodząc po sklepie. Wzięłam dziesięć paczek żelków i poszliśmy do kasy. Właśnie mijaliśmy promocję jakiejś kawy i zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nie wiedziałam, co się dzieje. I nagle… upadłam. Dalej nic nie pamiętam.
***


     Obudziłam się w jakimś pokoju. Głowa mnie strasznie bolała i było mi słabo. Poczułam, że coś leży przy moim brzuchu. To coś się podniosło i spojrzało na mnie ociężałymi oczami. To był TaeMin.
- Estera… Jak się czujesz?- poczułam, że trzyma mnie za rękę. Otworzyłam usta, ale nie mogłam nic powiedzieć- Poczekaj. Pójdę po lekarza.
     Zamknęłam oczy i poczułam się senna. Nie dałam rady- zasnęłam. Nie wiem kiedy się obudziłam, ale było już ciemno. TaeMin był w tym samym miejscu, co poprzednio, ale teraz spał. Rozejrzałam się po pokoju. Na fotelu z tyłu spała Milka. Spojrzałam na chłopaka i pogłaskałam po włosach. Poruszył się i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się niepewnie.
- Jak się czujesz?- znów próbowałam powiedzieć, ale po raz kolejny nie mogłam. Pokręciłam tylko głową.
- Chcesz się czegoś napić?- powtórzyłam ruch.
- Jesteś śpiąca- znów to samo.
- Odpocznij- tym razem pokiwałam głową. Chłopak pogłaskał mnie po policzku, a ja zamknęłam oczy.
***
      Rano było podobnie. Tylko, że Milka siedziała z laptopem na kolanach i miałam wrażenie, że płakała. Pewnie znów oglądała dramy. Uśmiechnęłam się. Cała Milla.
     Przyjaciółka spojrzała na mnie i wrzasnęła „Nuna!”. Zakryłam palcem usta i wskazałam TaeMina. Powtórzyła po mnie i podeszła do łóżka.
- Jak się czujesz?
- Nieźle- uśmiechnęłam się słabo.
- Kłamiesz- szepnęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Ej, Milla. Nie płacz. Nic mi nie jest.
- Lekarz mówi co innego- po jej policzku spłynęła łza.
- To prawda- odezwał się  TaeMin- Wiedziałaś, że jesteś chora? Dlaczego nikomu nie powiedziałaś?- patrzył na mnie nie tyle z wyrzutem, co z przykrością i troską. Mimowolnie po moim policzku spłynęła łza.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć? Jak mogłam… się nie domyślić- Milka wybuchła płaczem.
- Nie, nie, nie! Milka nie płacz… Przepraszam. Ja… nie chciałam, żebyś się martwiła. Było dobrze. Przecież wiesz.
- Ty jesteś wyczerpana! Twój organizm nie ma siły. Nie mam pojęcia, jak mogłaś ćwiczyć w takim stanie. Estera… Dlaczego nikomu nie powiedziałaś?- TaeMin ścisnął moją dłoń.
- Nie chciałam sprawiać problemów- coraz bardziej zaczynałam płakać- Przepraszam…- wyciągnęłam ręce do Mili. Przytuliła mnie mocno i popłakałyśmy jeszcze z pięć minut.
     Potem przyszedł lekarz. Zrobił jakieś badania i chciał pogadać z Milką i TaeMinem na zewnątrz. Trochę mnie to zdenerwowało, ale co miałam zrobić? Po chwili lekarz odszedł, ale Milla nadal gadała z chłopakiem. Wrócili jakoś dziwnie uśmiechnięci.
- Mamy pomysł…-zaczął TaeMin.
- TY masz pomysł- Milka spojrzała na chłopaka.
- Dobra. Mam pomysł. A raczej propozycję. Przeprowadzicie się do mnie na jakiś czas. Mam więcej miejsca, bliżej do szpitala. Czystsze powietrze. Będziesz mogła chodzić po ogrodzie. No i ja nie będę taki samotny w tym wielkim domu. Co ty na to?- uśmiechnął się.
- No nie wiem. Nie chcę ci sprawiać problemu. Nie. Nie ma opcji- pokręciłam głową.
- Okej. Ale mnie to nie obchodzi. Z grzeczności zapytałem. Będziecie mieszkać u mnie. Koniec kropka.
***
     Następnego dnia wypisali mnie. TaeMin przyjechał po mnie swoim czerwony autkiem, podrzucił Millę do naszego mieszkania, żeby zabrała kilka rzeczy i pojechaliśmy do jego pałacu.
     Wysiadłam z auta i poczułam, że mam miękkie kolana. Chłopak przytrzymał mnie i zaprowadził do środka. Weszliśmy po schodach na piętro, gdzie było z pięć pokoi z łazienkami. Weszliśmy do jednego z nich. Chłopak położył mnie na łóżku i usiadł obok mnie.
- Lekarz powiedział, że musisz… zacząć jeść. Wiem, że to trudne, ale musisz…
- Wiem…- po moim policzku spłynęła łza- Ale ja nie mogę.
- Możesz. Ja wiem, że możesz. Pomogę ci. Pomożemy- starł kciukiem kroplę- Proszę, nie płacz- przytulił mnie i pocałował w czoło- Wszystko będzie dobrze.
     W tym momencie do pokoju wbiegli chłopacy z SHINee. Patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
- CO CI SIĘ STAŁO?
- JAK SIĘ CZUJESZ?
- CO CI JEST?
- CHCESZ COŚ DO PICIA?
- PRZYNIEŚĆ CI COŚ?
     Lawina pytań. TaeMin tylko wypchnął chłopaków na korytarz i zamknął drzwi, a po chwili wszyscy z powrotem weszli do pokoju z uśmiechem na ustach.
- Heeej- powiedzieli równocześnie- Jak się czujesz?
- Dobrze- uśmiechnęłam się. Usiedli na łóżku i pytali mnie dalej. TaeMin powiedział im o mojej chorobie, a potem zaczęli dzielić się obowiązkami.
- Przestańcie- powiedziałam zawstydzona- Nie chcę żebyście się mną przejmowali. Nic mi nie jest.
- To ty przestań-krzyknęli wszyscy naraz.
- Słuchaj, nieczęsto zdarza się, że lubimy dziewczyny z zewnątrz. Doceń to- Jinghun jak zawsze nie tracił humoru.
- Z zewnątrz powiadasz?- zmarszczyłam czoło- A kto jest z wewnątrz? Piosenkarki, aktorki?
- Nie. Raczej chodziło mi o mamę…- zaśmiałam się.
     Wróciła Milka i zrobiła kolację. Wszyscy poszli zjeść, a ja w tym czasie odpoczęłam. Usłyszałam lekkie pukanie do drzwi. Zza nich wyglądał TaeMin i uśmiechał się.
- Mam coś dla ciebie.
- Co takiego?- odwzajemniłam uśmiech, który po chwili zniknął, bo zobaczyłam talerz z kanapkami.
- Wiem. Wiem, że nie chcesz, ale musisz. Proszę…-usiadł obok mnie i podał kawałek. Powoli uniosłam go do ust, otworzyłam, ale w ostatnim momencie opuściłam ramiona i rozpłakałam się.
     Chłopak odstawił talerz i położył się obok mnie, obejmując ramieniem. Otarł moje łzy i pocałował mnie w policzek. W pewnym momencie zasnęłam.
     Rano obudziła mnie Milka. Nie była to miła pobudka, bo przyszła mnie nakarmić. Uśmiechnęła się słodko i usiadła na łóżku.
- Nie zjem tego- powiedziałam na „dzień dobry”.
- Wiem, że nie chcesz, ale chociaż spróbuj.
- Nie mogę!- krzyknęłam. Mina Kimiko zmieniła się, a ja pożałowałam, że podniosłam głos- Przepraszam, przepraszam Milcia- podniosłam się i wstałam z łóżka, ale upadłam z hukiem na podłogę. W mgnieniu oka pojawił się przy mnie TaeMin z Mila.
- Nic ci nie jest?- dziewczyna dotknęła mojej nogi, która trochę bolała. Chłopak podniósł mnie i położył z powrotem na łóżku.
- Boli cię?- zapytał.
- Trochę…
- To ja przyniosę lodu- wyszedł z pokoju i zbiegł po schodach (tak, było słychać).
- A właśnie… Co jest między tobą, a TaeMinem?- uniosła brew.
- Emm… nic? Powietrze. Czemu pytasz?
- No wiesz… Wczoraj jak zjedliśmy przyszliśmy do ciebie i leżeliście w jednym łóżku i spaliście. Wyglądałaś na zapłakaną.
- Bo byłam zapłakana, a on mnie tylko pocieszał.
- Ta. Na pewno. Wiesz, że on jest bardzo nieśmiały. A DOTKNĄŁ CIĘ!
     To był fakt. TaeMin zawsze był nieśmiały. Jeszcze w Polsce śledziłyśmy go. Jego filmiki, wywiady i za każdym razem widać było skrępowanie. O stosunku do dziewczyn nie mówiąc.
     Dziwiło mnie, że tak się w stosunku do mnie zachowywał, ale nie mówię, że mi się to nie podobało. W stosunku do Milki też był nieco śmielszy, ale to chyba dobrze.
- No i co z tego. Już nie panikuj. Nic nie ma.
- I tak w to nie wierzę. Ale okej. Nie męczę cię- zmieniła temat- Naprawdę nie zjesz choć gryza?
- Nie. Przepraszam. Nie mogę. Nie dziś- pokręciłam głową.
- No dobrze. Ale TaeMin nie będzie zachwycony- przewróciłam oczami- przyniosę ci laptopa. Masz dużo czasu, więc obejrzysz sobie dramy, które miałaś obejrzeć wieki temu- zaśmiałam się.
- No dobrze- uśmiechnęłam się.
     Kimiko była moją najlepszą przyjaciółką. Mimo, że była roztrzepana, to kochałam ją najmocniej na świecie. Gdyby nie ona, nie byłoby mnie w Korei. Nie wiedziałabym nic o K-POPie i prawdopodobnie miałabym teraz głęboką depresję i zero pomysłu na życie.
- Nadal boli?- chłopak zajrzał do pokoju.
- Tylko trochę- dotknął mojej łydki, a ja syknęłam z bólu.
- Aha… tylko trochę. Nie ruszaj się- chłopak natarł czymś moją skórę, a potem przyłożył lód. Znów syknęłam- spokojnie. Zaraz będzie lepiej.
     Chłopak próbował namówić mnie na zjedzenie, choć jednej, małej kanapeczki, ale nie mogłam. Po prostu, gdy patrzyłam na jedzenie, nie mogłam przełknąć nawet śliny. Jednak kazał obiecać mi, że zjem coś na obiad. Nie miałam wyjścia.
     Milka dostarczyła mi laptopa z włączoną dramą. Westchnęłam i kliknęłam <play>. Obejrzałam trzy odcinki „You’re beautiful” i… wciągnęło mnie. Gdyby nie obiad oglądałabym do zmierzchu.
- Zejdziesz na dół, mam cię zanieść, czy przynieść jedzenie tu?- zza drzwi wychylił się TaeMin.
- Nie wiem. Jak wolisz. Ale…
- Nie ma żadnego „ale”!
- Ale!
- Nie!- tym razem właściwie zniósł mnie na dół i posadził na kanapie, a potem przyniósł miseczkę ryżu. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się niepewnie- Zjedz, choć trochę.
- Nie mogę… nie umiem- kręciłam głową.
     On jakby nie usłyszał, tylko uniósł pałeczki z ryżem do moich ust.
- Otwórz buzię- posłuchałam polecenia. Dodatkowo zamknęłam oczy i zatkałam nos- Ammm. Połknij- posłuchałam go, ale miałam ochotę natychmiast pobiec do łazienki. Po moim policzku spłynęła łza.
- Źle się czuję…- przytulił mnie i pogłaskał po głowie.
- Wiem. Ale musisz jeść- pokiwałam głową. Zjadłam jeszcze odrobinę i dał mi spokój. Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy- Chcesz obejrzeć coś?
- Taak. Ale muszę skończyć dramę od Milki i obejrzeć drugą. Męczy mnie od jakiegoś czasu.
- Przyniosę laptopa i obejrzymy razem.

     Uśmiechnęłam się patrząc za chłopakiem. Zastanawiałam się tylko, gdzie jest Mila. Nie zdążyłam się domyśleć, bo napisała sms-a czy chcę coś ze sklepu. Podziękowałam i zaczęliśmy z TaeMinem oglądać czwarty odcinek mojej dramy.
_________________________________________________________
No w końcu musiało się coś schrzanić, nie? xd
Królicza Śwnika

CZĘŚĆ IV

      Gdy TeaMin wyszedł, poszłyśmy z Milką spać. To był naprawdę długi dzień i byłyśmy niesamowicie zmęczone. Zasnęłam bardzo szybko. I dobrze, bo Milka chciała chyba jeszcze pogadać.
     Rano obudził mnie telefon. Taemin dzwonił. Nie odebrałam za pierwszym razem, bo byłam za mało przytomna. Za drugim razem wycelowałam we właściwy klawisz.
- Noo…- mówiłam zaspanym głosem- Co tam?
- Chyba możecie poznać SHINee. Jeżeli chcecie oczywiście- chyba nie do końca dotarło do mnie to, co słyszę.
- Taak. Jasne. Będzie miło- odparłam pół zaspanym głosem.
- Obudziłem cię? Przepraszam…
- Oj tam. Daj spokój. I tak bym za pięć minut wstawała- skłamałam.
- Strasznie cię przepraszam. Śpij, zadzwonię po południu.
     I rozłączył się. Opadłam na poduszkę. Teraz nie zasnę. Poszłam do salonu i włączyłam laptopa. Cudnie. Milka zmieniła tapetę na latającego barana. Co za dziecko.


     Po chwili i ona wstała słysząc harmider w pokoju. W swojej piżamce, zaspana, słodka i cholernie wkurzona. Nie mogłam się nie zaśmiać.
- Co cię tak bawi?! Że znów się nie wyspałam?- mówiła naburmuszona, a ja coraz bardziej zanosiłam się śmiechem- No? Słucham?! Co jest takie zabawne?!
- Nic, nic. Tylko tak słodko wyglądasz.
     Uśmiechnęła się zadowolona, ale po chwili wróciła do swojej wrogiej postaci. Tylko prychnęłam śmiechem, ale też próbowałam być poważna.
- Jakim prawem, budzisz, mnie, o, dziewiątej?!- zapytała groźnie.
- Korełańskim- zaśmiałam się- TaeMin do mnie zadzwonił i potem już nie mogłam zasnąć.
- Ojej… a co mnie to obchodzi?! Ja chcę spać!
- No powinno cię obchodzić, bo zaprosił nas… właściwie nie wiem gdzie, ale mamy poznać SHINee.
- Taa…!- jej broda dotykała szyi.
- No. Tylko nie wiem gdzie i kiedy, ale ma po południu zadzwonić.
     Chyba mi wybaczyła tą nieplanowaną pobudkę, bo podreptała do kuchni i przetrząsnęła szafki. Usłyszałam lamenty, że nic nie ma, ale nie zwracałam na to uwagi.
     Postanowiłam nie czekać na telefon, tylko sama zadzwoniłam. Zanim znalazłam telefon była trzynasta i miałam 2 nieodebrane połączenia.
- Hej. Przepraszam, że nie odbierałam, ale zgubiłam telefon…
- Jeszcze raz przepraszam, że cię obudziłem. Nie wybaczę sobie tego.
- Oj tam- uśmiechnęłam się- No to coś wspominałeś o poznaniu reszty chłopaków…- zaczęłam niepewnie.
- A! No tak. Może wpadniecie do mnie na obiad? Chłopaki będą. Jestem pewien, że się polubicie.
- No dobra. Nie ma problemu. Kiedy? Gdzie? Jak?- zaśmiał się.
- Za godzinę. Wyślę po was taksówkę. No chyba, że za wcześnie?
- Nie, nie. Dobrze. To do zobaczenia- rozłączyłam się. 
     Po godzinie byłyśmy gotowe. Założyłam na siebie bluzkę do pępka w kolorze fioletu, dżinsowe spodenki i trampki na obcasie. Włosy zebrałam w wysoki kucyk.
     Milka założyła czarną bluzkę, szare spodnie i czerwone dodatki, a włosy upięła w kok. Tak ubrane wyszłyśmy z mieszkania.
     Taksówka już czekała. Usiadłyśmy na tylnych siedzeniach i nie musiałyśmy nawet nic mówić, bo kierowca znał już wszystkie wytyczne.
     Po kilkunastu minutach byłyśmy na miejscu. Ogromny dom. Naprawdę ogromny. Nie chciało mi się wierzyć, że mieszka tam sam. Nie ma dziewczyny. Nie mieściło mi się to w głowie. Zadzwoniłam do niego.
- No hej… zgubiłyśmy się przed bramą- zaśmiał się.
- Już po was idę.
     „Miło” pomyślałam. Szklane drzwi otworzyły się i stał w nich TaeMin, a raczej nieogarnięta wersja TaeMina. Był słodki. Tak po prostu. Szare dresy i biała bokserka. I te włosy w nieładzie.
- Ale się za wami stęskniłem- zaśmiał się.
- No my też. A tak na przyszłość- Milka uniosła palec-do nas dzwoni się o jedenastej- zaśmiał się, a ja pokazywałam mu, żeby tego nie robił.
     Weszłyśmy do… pałacu. Nawet nie wiem jak to opisać. Wszystko było takie… nieskazitelne, doskonałe, czyste, wysterylizowane i gigantyczne. I piękne. Zupełne przeciwieństwo naszego mieszkania. Szklane ściany, szklane schody, wodna podłoga. Jak w moich snach. Weszłyśmy do salonu skąpanego w puchu i bieli. Tak jasnego i nieskazitelnego.
- Jesteście głodne?- zawołał TaeMin.
- Nie!- odkrzyknęłam.
- Esti… ale ty nic dziś nie jadłaś.
- Nie jadłaś?- chłopak pojawił się w pokoju- To ja zrobię ci coś do jedzenia.
- Nie! Nie jestem głodna- uśmiechnęłam się niepewnie.
- No ok… a ty Milla?
- Aaaa jaaaa… Ja bym się czegoś napiła.
     Chłopak znów gdzieś zniknął, a ja chodziłam po pięknym salonie. Na całej podłodze leżało mnóstwo białych, puchatych dywanów, podświetlany, czarny sufit miał w sobie niezliczone liczby diod. Widok ze szklanej ściany zapierał dech w piersiach. Gigantyczny, piękny ogród z jeziorkiem i fontanną. Bardziej z boku był jeszcze basen.
     Na głównej ścianie TaeMin zrobił szklaną gablotę. Nie na nagrody, tylko zdjęcia. Przyglądałam się małemu, skośnookiemu chłopczykowi uśmiechniętemu od ucha do ucha.


     Na innych był chyba z rodzicami, na innych z chłopakami z zespołu i innymi znajomymi. Jedno zdjęcie jak wyjątkowo przykuło moją uwagę.
     Stał na nim przytulony do jakiejś ładnej Azjatki. Wydawał się być szczęśliwy. Tak samo jak ta dziewczyna. Uśmiechali się szeroko patrząc w swoje oczy.
- To Mi Num. Była niesamowita. Ale wyjechała- dopiero teraz zauważyłam, że stał za mną TaeMin.
- Przykro mi.
- Mi też. Ale… już mi przeszło.
     Odeszłam od gablotki i usiadłam na miękkiej, białej kanapie. Potem trochę pogadaliśmy i zabrzmiał dzwonek. TaeMin popędził do holu, a po kilku minutach wrócił z kolegami u boku. Nie wiedziałam, co powiedzieć. W jednej chwili stałam w tym samym pokoju ze wszystkimi członkami SHINee.
     Jonghun podszedł do nas i przywitał się. Za nim Key, Onew, i Minho. Nie mogłyśmy z Milką wydusić z siebie słowa. Do czasu…
- Matko. Jak ja was kocham!- Milka patrzyła nie wiadomo, na co.
     Chłopacy tylko zaśmiali się. TaeMin nas przedstawił i pobiegł do kuchni po jakieś chipsy. W tym czasie zdążyłyśmy się rozgadać i było okej. Okazało się, że są jak normalni ludzie.
- To co chcecie na obiad?- zapytał chłopak.
- Chińszczyzna- zaproponował Key.
- Nie!- Onew zaprotestował- Włoszczyznę.
- Pierogi ruskie!- zawołała Milka. Wszyscy spojrzeli na nią dziwnie.
- Co to jest… „Pierogi ruskie”?- powtórzył z trudnością Jonghun.
- To „pierogi”- powiedziała po koreańsku- a w nich jest kapusta- zaśmiałam się- Jeżeli wolicie mogą być jeszcze z owocami i mięsem.
- Too… może być ciekawe- pokiwał głową TaeMin- jak krokodylki.
     Nasza trójka zaśmiała się na to wspomnienie. Oczywiście chłopacy nie wiedzieli, o co chodzi.
     Poszliśmy wszyscy do gigantycznej kuchni. Ta, dla odmiany, była piekielnie czarna, elegancka i przejrzysta.


- To Milka i Onew będą robili ciasto, ty z Estą nadzienie, a ja, Key i Minho zajmiemy się lepieniem i gotowaniem- Jonghun nie tylko w zespole dominował, ale pasował nam taki układ.
    Milka przygotowała wszystkie składniki do zrobienia ciasta, a Onew gapił się tylko w ekran swojego iPada. Gdy Kimiko zauważyła, że robi wszystko sama, wzięła garść mąki i rzuciła w chłopaka. Oszołomiony schował zabawkę do kieszeni i pobiegł po mąkę.
- Pożałujesz Kimiko Milla Hyun- wskazał ją palcem. Schowała się za wyspą.
     Onew wziął do ręki biały proszek i zaczął się skradać. Pomyślałam, że powinnam być wierna swojej przyjaciółce.
- Milka! Uciekaj! Po prawej!- ale chłopak odwrócił się w moją stronę i dostałam w twarz. Strzepałam proszek z oczy i rzuciłam się na Onew. Po chwili dobiegła do mnie moja przyjaciółka i przytrzymała go na podłodze. Wzięłam całą mąkę, która została i wysypałam na jego włosy.
     Cała kuchnia trzęsła się ze śmiechu. W końcu jednak zebraliśmy się i zrobiliśmy te pierogi. Trochę krzywe, ale to szczegół.
     Potem wszyscy wróciliśmy do salonu i rozsiedliśmy się na kanapach. To znaczy chłopacy, bo ja z Millą wolałyśmy położyć się na miękkim dywanie. Oglądaliśmy jakąś komedię, a potem zrobiło się ciemno.
- Może obejrzymy jakiś horror?- Jonghun zwrócił się do wszystkich- TaeMin? Masz popcorn?
- Chyba tak- wzruszył ramionami.
- To ja zrobię- uniosłam rękę do góry i poszłam do kuchni.
     Zaczęłam przeszukiwać szafki. Już przy piątej znalazłam popcorn do mikrofali. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam TaeMina. Uśmiechnął się lekko.
- Co tam?- zapytałam otwierając torebkę.
- A nic. Przyszedłem ci pomóc- wyszczerzył się.
- Chyba dam radę.
- Chyba jednak pomogę- nie mogłam się nie uśmiechnąć.
     Wsadziliśmy opakowanie do mikrofalówki i usiedliśmy na wyspie. Machałam nogami patrząc na podłogę i nie wiedziałam, co powiedzieć. W końcu chłopak odezwał się.
- Jak podoba ci się życie w Korei?
- Jak na razie jest fajnie. Boję się tylko, że będę musiała stąd wyjechać.
- Dlaczego?- zdziwił się.
- Wiesz… jeżeli nie będziemy miały z Milką pracy, kasy na dom i studia, to nici. Wracamy do Polski- zaśmiałam się.
- Spokojnie- wziął mnie za rękę- nie wrócicie.
     W tym momencie zabrzmiał dzwonek od mikrofalówki. Szybko wstałam i zmieszana wsypałam popcorn do trzech szklanych misek. Chłopak wziął dwie z nich i wróciliśmy do pokoju.
- Będę się bała…- Milla już siedziała skulona.
- Spokojnie, wybierzemy średnio straszny film- Minho pocieszył dziewczynę.
- Nie będzie się bała. Wręcz przeciwnie. Uwierz- TaeMin szepnął do mojego ucha. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Do czasu.
- Mówiłem?- zapytał śmiejąc się w niebogłosy.
     Po pół godziny wszyscy trzęśliśmy się ze śmiechu. Chłopaków tak bardzo bawiły krwawe sceny, że nie mogli złapać oddechu. Chyba za każdym razem tak było.
     Leżeliśmy wszyscy na brzuchach na miękkim dywanie i żarliśmy popcorn. Od lewej leżał Key, Milka, Jonghun, Onew, Minho, ja i TaeMin. Raz na jakiś czas wychodził do kuchni zrobić więcej popcornu.
- Chcesz trochę?- wyciągnął w moim kierunku miskę.
- Nie, dzięki- uśmiechnęłam się.
- Mało jadasz…- zmarszczył czoło.
- Jakoś nie mam ochoty. To wszystko.
- Noo dobra…
     Gdy film się skończył, posprzątaliśmy. Milka z Keyem nadal zaśmiewali się przypominając, gdy główny bohater odcinał kobiecie ręce i nogi.
     Potem chłopacy wyszli od TaeMina żegnając się przedtem. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonów.
      Ja, Milka i TaeMin zostaliśmy sami w pustym domu. Odpoczęliśmy od sprzątania, a potem musiałyśmy się zbierać, do naszego małego mieszkania.
- A może zostaniecie na noc? Tu jest tak pusto…
- Przepraszamy, ale nie. Nic ze sobą nie mamy, a poza tym Milka nie zaśnie bez swojej poduszki- zaśmiałam się.
- A Lama bez kocyka- odgryzła się.
- A ja bez materaca…- spojrzeliśmy na TaeMina i wybuchliśmy śmiechem- To ja was odwiozę- uśmiechnął się.
     Zebrałyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy przed dom. Po chwili dołączył do nas TaeMin i zaprowadził na do garażu. W podziemnej sali stały trzy, piękne samochody.
     Otworzyłam szeroko usta. Piękne, czerwone Lamborghini, czarne Ferrari i biały Kabriolet. W oczach Milki pojawiły się serduszka, tak samo jak w kreskówkach.
- Który?- zapytał chłopak.
- Czerwony, czerwony, czerwony!- Kimiko darła się jak opętana.
- Nie ma problemu- zaśmiał się i zdjął kluczyki z haczyka.


     Gdy już byliśmy pod naszym blokiem, wyszłam z samochodu. Po chwili obok pojawił się TaeMin. Milka siedziała jeszcze w środku.
- Poczekajcie… pożegnam się ze skarbeńkiem…- prawie płakała.
- Dziękuję ci za ten dzień- uśmiechnęłam się.
- To ja dziękuję. Z samymi chłopakami byłoby nudno.
- Oj tam…- TaeMin podszedł bliżej.
- Trzeba to będzie powtórzyć, ale tym razem…- nachylił się. Czułam jego oddech na swojej twarzy. Przysunął się jeszcze bliżej i…

     Milka otworzyła drzwi auta. Odskoczyliśmy od siebie. Milla spojrzała na nas z ukosa i w końcu odezwała. Jednak nie słuchałam, co mówiła, bo za bardzo byłam zszokowana niedoszłym pocałunkiem. TaeMin pocałował Milę w policzek, potem mnie i wyszeptał „Do zobaczenia”.
_________________________________________________________
Nie dodałam zdjęć domu TaeMina, bo to strasznie trudne znaleźć zdjęcie pasujące do opisu, którego nie zmienię, bo mi się podoba xd
Królicza Świnka

CZĘŚĆ III

     Odetchnęłam. Nie wiem czemu tak bałam się tej rozmowy. TeaMin był w porządku. Lubiłam go i oczywiście był moim biasem. Z niego często brałam przykład. Kiedyś gdybym spotkała go na ulicy zaczęłabym piszczeć jak dwunastoletnia dziewczynka. Teraz mam dziewiętnaście lat. Chyba wydoroślałam (co trudno stwierdzić po moim zachowaniu).
     Milka wyszła z sypialni w dresach i koszulce do kolan. Zaczęłam się z niej śmiać.
- Co zamierzasz?- zapytałam.
- Będę… jadła- zrobiła poważną minę, a ja wybuchłam śmiechem. Spojrzała na mnie spode łba- wiesz, że moje ubrania są podatne na plamienie…
- To nie ubrania- śmiałam się dalej- to twoje niezdarne rączki- przytuliłam ją, bo była taka kochana.
     Poszłyśmy do kuchni. Milla zmierzyła się ze spaghetti. Jak zawsze- poplamiła się. Patrzyłam na nią z podziwem. Mimo… miliona plam z pomidorowego sosu, ona nie poddawała się i jadła dalej. Zaśmiałam się na tą myśl.
- Z czego się śmiejesz?- zapytała podnosząc widelec do ust.
- Z niczego- uśmiechnęłam się- Dzwoniłam do TeaMin a.
- I co?- podniosła się na krześle- będziemy w konkursie?!
- Nie wiemy. Ma dziś wpaść na kolację i pogadamy- uśmiechnęłam się zachęcająco.
- To fajnie. A co będzie na kolacje?
- Nie wiem… zobaczymy. Kolacja jest najmniej istotna. Powinnyśmy zacząć ćwiczyć. Wiesz, na wszelki wypadek.
- Masz rację- pokiwała głową.
     Gdy zjadła przebrałyśmy się w ciuchy do tańczenia i włączyłyśmy muzykę na laptopie. Najpierw coś na rozgrzewkę i do potańczenia, a potem podkłady. Śpiewałyśmy i tańczyłyśmy naraz.
     Te nasze próby i ćwiczenia brałyśmy bardzo na poważnie. Jasne, że czasem było się z czego pośmiać, ale wkładałyśmy całe serce i rozum w to, co robiłyśmy.
     Po półtorej godziny Milka zmęczyła się i poszła spać (jak zawsze). Nie wiem jak można spać w środku dnia. Ja postanowiłam, że dalej będę ćwiczyć.
     Tym razem włączyłam ,,ONE OF A KIND” G Dragona i tańczyłam do tego. Potem włączyłam mojego ukochanego ,,Lucifer a ” SHINee i poczułam falę euforii, która ogarnęła mnie po wykonaniu pierwszych kroków. Ta piosenka była inna. Wyjątkowa. Chyba dlatego, że od niej zaczęła się moja przygoda z K-POP em. Jednak nie byłam doskonała w tej piosence. Nadal czaiły się kroki, których nie mogłam opanować. Mimo to pracowałam nad nimi cały czas.
     Gdy o tym rozmyślałam, poczułam, że ktoś jest w pokoju. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam TeaMin a.
- Miałem klucze- powiedział i uśmiechnął się słodko, oparty o futrynę. Lekko zdenerwowana i zawstydzona położyłam ręce na biodrach.
- Mimo wszystko puka się- zganiłam go, ale nie przejął się.
- Podoba mi się jak to zatańczyłaś- pożałował, że to powiedział, bo zaraz dodał- to znaczy… dobrze ci idzie.
- Mam problemy z przejściem- skrzywiłam się.
- Nie przejmuj się. Ja też miałem- uśmiechnął się- jak chcesz, mogę pokazać ci, jak to zrobić bez wykręcania sobie nóg- zaśmiał się.
     Stanął koło mnie, włączyłam piosenkę. Pokazał gestem, bym go naśladowała. Pierwsze kroki wyszły mi całkowicie. Potem nadeszła pora przejścia, a ja stanęłam zrezygnowana opuszczając ramiona.
- Nie przejmuj się! Patrz…- wyłączył muzykę i powoli wykonał przejście. Powtarzałam wszystko za nim i poczułam. w czym leżał problem.
- Aaaa…- zawołałam zadowolona- dzięki- uśmiechnęłam się promiennie.
- Nie ma za co.
     Poczułam się co najmniej dziwnie. Jakaś dziwna siła kazała mi się zbliżyć do TeaMin a. Jemu chyba też dała takie polecenia.
     Stałam od niego kilkanaście centymetrów i nie wiedziałam, co właściwie robię. Wiedziałam tylko, że chciałam poczuć, jak to jest całować TeaMin a.
- No, co tam gołąbeczki?- odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Milkę. Zaspana nadal w ciuchach do tańczenia przecierała oczy- wspaniale mi się spało…- spojrzała na nas i zmarszczyła brwi- coś mnie ominęło..?
- Nie! TeaMin właśnie nauczył mnie tego przejścia, z którym miałam problemy- uśmiechnęłam się. Chyba miałam rumieńce na twarzy.
- Aha! To fajnie- wyszczerzyła się- to co? Robimy kolację?
- Jestem za- podniosłam rękę jak zawsze.
     Poszliśmy do kuchni. TeaMin zaproponował, żebyśmy zrobili makaron z serem, ale Milla wspominając spaghetti miała dość makaronu, co najmniej na tydzień.
- To może… krokodylki?- zaśmiałam się.
- Ooo! Pamiętam jak twoja mama nam to robiła- przytaknęła Milla.
- No właśnie… mama spakowała mi ze trzy kilo tej kiełbasy i musimy ją zjeść.
- Krokodylki?!- chłopak patrzył na nas jak na nienormalne. Zaczął się śmiać- co to jest?
- Krokodylki to kiełbasa, którą nacina się w taki sposób, by przypominała skórę krokodyla i smaży ją na patelni. Dla beki robimy z Millą jeszcze oczy z ketchupu i wychodzą „krokodylki”- uśmiechnęłam się.
      Postanowiłyśmy z Milką, że trzeba zapoznać TeaMin a z daniem, które najlepiej nam wychodzi. Milka wyjęła z lodówki kiełbasę, ja znalazłam patelnię, a TeaMin próbował nacinać „krokodylową” skórę. Zaśmiałam się i podeszłam do niego.
- Patrz- nie mogłam przestać się śmiać- tniesz tak, żeby była przekrzywiona kratka- pocięłam pierwszy kawałek. Chłopak obserwował mnie uważnie tak jak ja jego podczas nauki tańca, śmiałam się dalej- nie patrz tak! To tylko kiełbasa!- Milka słysząc takie zdanie zaczęła przesadnie głośno się śmiać.
- Nestor!!! Nie krzycz na niego! Jeszcze się przestraszy i nie będzie w stanie zjeść tych krokodyli- śmiała się- Wiesz… ja kiedyś myślałam, że twoja mama robi to z krokodylowego mięsa.
- Żartujesz?!- śmiałam się tak, że nie mogłam utrzymać noża w dłoni (jak możecie się domyślać, było to dosyć niebezpieczne).
     TeaMin przejął narzędzie i powtórzył dokładnie po mnie każdą czynność. Poszłam do Milki trzymać patelnię, bo nie za bardzo wychodziło jej wlewanie na nią oleju.
     Milka klęczała przy kuchence i próbowała utrzymać patelnię. Śmiała się tak, że kucnęła przytulając patelnię. Zaczęłam się zwijać ze śmiechu i po chwili siedziałyśmy obok siebie. Milla w objęciach patelni, a ja butelki oleju.
     TeaMin odwrócił się, ale nie znalazł nikogo przy kuchence. Spojrzał bardziej w dół- na podłogę i widząc nasz stan, sam zaczął się śmiać. 


     Po nim znów ja i Milla. Jak można się domyślać po chwili i on dołączył do nas- na podłogę, ale nie przytulał noża (na szczęście) tylko deskę do krojenia, którą wziął, żeby umyć w zlewie.
     Siedzieliśmy tak przytuleni dobre pięć minut. Najgorsza jest taka wieczorna głupawka, nie da się nic zrobić. Tylko ją przeczekać.
- Dziękuję wam- powiedział TeaMin, gdy już z gotowym jedzeniem siedzieliśmy oparci o kanapę na podłodze w salonie.
- Za co?- zapytałam włączając laptopa. Chcieliśmy obejrzeć może jakiś film i dodzwonić się do Polski.
- Od dawna się tak dobrze nie bawiłem. Ten dzień był… niesamowity- uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na sercu, a jednocześnie smutno. Kto by pomyślał, że chłopak, gwiazda K-POP u, koleś, który miał za przyjaciół Key a, Onew, Minho, Jonghyun a i wielu innych, mógł się czuć nieszczęśliwy.
- Na nas zawsze możesz liczyć- uśmiechnęłam się do niego. Milla energicznie pokiwała głową.
- Dzięki- uśmiechnął się znowu- Estera? Nic nie zjadłaś…
-Nie jestem głodna- odstawiłam talerz na podłogę.
- A właśnie! Pamiętasz, że Lama wisi ci przysługę?- zapytała Milka z buzią wypchaną żelkami.
- Pamiętam, pamiętam- zaśmiał się- Na pewno kiedyś wykorzystam- puścił do niej oko.
- O!- zawołałam- Miwałka jest!- zaśmiałam się.
- Dawaj! Dzwoń do niej! Jak zobaczy kogo tu mamy to padnie!
- Może byśmy najpierw TeaMin a zapytały?- zaśmiał się.
- Dzwoń, ale wy się schowajcie, żeby było śmieszniej. Ona zna koreański?
- Zna, zna- zaśmiałyśmy się i usiadłyśmy przed TeaMin em, który wziął laptopa na kolana.
- To dzwonię- Kliknął na ikonkę Miwałki.
     Usłyszeliśmy parę sygnałów, a już ryłyśmy z Milką tak, że nie mogłyśmy wytrzymać, gdy Miwałka odebrała.
- Cześć- odezwał się TeaMin i pomachał ręką do kamerki.
- Ale… o mój… Nestor! Nie róbcie sobie ze mnie jaj…
- Nie robią- zaśmiał się chłopak- Miwako tak? TeaMin jestem- uśmiechnął się.
- C… co? Jak…
- Normalnie- zaśmiał się. Usłyszałyśmy pisk. W tym momencie usiadłyśmy koło TeaMin a.
- O chole… Milka… skąd wy go wytrzasnęłyście?
- Możesz wierzyć lub nie, ale mieszkamy u niego. Tak jakby- zastanowiła się.
- Żartujecie sobie?!
     I tak chwilę gadałyśmy w Miwałką, a potem TeaMin chciał nam pokazać uczestników konkursu. Z nerwami obserwowałam, jak chłopak wpisuje adres strony. Chyba wolałam nie wiedzieć jak bardzo jesteśmy za nimi w tyle, jak bardzo się różnimy.
- Widząc, co potrafi Estera mogę spokojnie wam powiedzieć, że się nadajecie. Powiem, że macie nawet szansę wygrać- uśmiechnął się- tylko potrzebujecie trochę nauki. Tańczycie amatorsko? Nie miałyście nauczyciela?
- Nie- powiedziałam- wszystkiego uczyłyśmy się same wychwytując ruchy z teledysków.
- To nieźle! Mogę wam pomóc, jeżeli chcecie. Wpis to najmniejszy problem. Wystarczy, że zagadam do G Dragona, Mir a i organizatora. Oni wszystko załatwią. Teraz tylko układ i oczywiście wybór piosenki.
- Czyli… będziemy w konkursie?- zapytała Milla z nadzieją w głosie.
- Tak- zaśmiał się- czemu nie?

     Potem pokazałyśmy nasze cover y na youtube, żeby pokazać jak śpiewamy i obejrzeliśmy jakiś film. Dużo się śmieliśmy, ale przyszła pora, żeby skończyć i posprzątać po kolacji. 
_________________________________________________________
Idzie jak po maśle, ale czy na długo?
Królicza Świnka

CZĘŚĆ II

     Stałam jak wryta z otwartą buzią. Milka słysząc: ,,TeaMin” mruknęła coś pod nosem i krzyknęła.
- Po pierwsze nie nabierzesz mnie, a po drugie przestań ciągle o nim nawijać. Lepiej zaproś…-wyjrzała z sypialni- go do środka. O mój Boże…ty jesteś… Boże…
- Milka. To nie jest Bóg, to TeaMin- potrząsałam przyjaciółką.
- Czyli ty jesteś Milka?- pokiwała- Yyy… mogę wejść?- zapytał lekko zawstydzony.
- Taak! Jasne! Przepraszam, ale rozumiesz… zatkało nas- uśmiechnęłam się.
- Dobrze znacie koreański. Byłyście już tu?- zapytał.
- Nie. Ale uczyłyśmy się od… trzynastego roku życia, więc chyba nie jest aż tak źle.
- Jest całkiem dobrze- uśmiechnął się. Spojrzałam na Milkę i nie mogłam powstrzymać wyszczerza.
- Usiądź- zaproponowała- napijesz się czegoś? Chodź szczerze mówiąc mamy tylko frugo.
- Nie, dzięki. Miałem wam wszystko pokazać. To idziemy?
- Jasne- powiedziałyśmy obie.
     Założyłam trampki i zauważyłam, że mam na nich napisane ,,T-M” więc postanowiłam założyć inne. Milka zmieniała bluzkę z zielonej na pomarańczową i mogliśmy iść.
     TeaMin znów założył okulary na nos i kaptur na głowę. Wyciągnął z kieszeni Smartphone a, spojrzał na wyświetlacz i schował telefon z powrotem.
- Mam jakieś… dwie godziny góra- powiedział.

     Wyszliśmy na ruchliwą ulicę. Szłyśmy krok w krok za chłopakiem, który wyglądał tak przeciętnie w swoim przebraniu. Na koncertach wyglądał co, najmniej dziwnie, a teraz był jak ja czy Milka.


     Szliśmy cały czas prosto, aż skręciliśmy. Kręciło się tu dużo taksówek, było mnóstwo sklepików, sklepów i marketów. Weszliśmy do jednego z nich.
- Jak tu mieszkałem, zawsze chodziłem do tego sklepu- wydawało mi się, że westchnął.
- Milka! Pamiętasz gifa z marketu?- zapytałam śmiejąc się.
- No jasne!- też zaczęła się śmiać- "Czemu kupujesz mleko?”- naśladowała Onew.
-"Mam zamiar je wypić…”- krztusiłam się ze śmiechu. TeaMin widać, też pamiętał tą sytuację, bo przyłączył się.
- "Hej! Żartujesz?”- też zaśmiał się- Pamiętam, pamiętam.
     Znalazłam tego gifa na telefonie i pokazałam Milli i TeaMin owi. Cały sklep zaczął się na nas gapić, bo tak się śmieliśmy.


 - Mam pomysł!- zaśmiał się TeaMin.
- No słuchamy- powiedziała Milka nadal ogarnięta śmiechem.
- Najpierw zrobimy listę, potem się podzielimy i na czas będziemy szukać rzeczy z listy. Kto będzie ostatni wisi przysługę wygranemu- uśmiechnął się zawadiacko.
- Ja jestem za- podniosłam rękę i zaśmiałam się.
- Może być- Milla pokiwała głową.
     Zrobiliśmy dokładną listę, podzieliliśmy ją na trzy i ruszyliśmy w głąb sklepu. Poszłam szukać nieszczęsnego sera. Słyszałam jak Milka przepraszała kogoś, bo chyba coś zrzuciła. Potem biegła do innego działu śmiejąc się niemiłosiernie głośno.
    Weszłam do działu z nabiałem i zobaczyłam TeaMin a, który bierze mleko.
- Czemu kupujesz mleko?- zawołałam i pomachałam do niego.
- Macie zamiar je wypić!- odkrzyknął, a ja myślałam, że zacznę tarzać się ze śmiechu. Potem spojrzał na mnie tak dziwnie i pobiegł dalej, przypominając o wyścigu.
     Poleciałam szukać innych rzeczy z mojej listy i zobaczyłam Milkę. Siedziała na podłodze i wyglądała jakby płakała. Podeszłam do niej i kopnęłam w nogę.
- Ej! Czego ryczysz skarpeto?- spojrzała na mnie i zrozumiałam, że ona się śmieje! Nie mogła złapać oddechu- aa! To z czego ryjesz skarpeto?- jej stan mnie przerażał. Ludzi dookoła chyba też- Ogarnij się! TeaMin nas wyprzedza!- wstała otrzepując się i znów zaczęła się śmiać.
- O co chodzi?
- No bo…- próbowała mówić przez śmiech- bo.. bo- i znów zaczęła się brechtać jak opętana.
- Nie ważne. Ty! Weś się zbieraj! Ja pędzę po jogurt dla ciebie- zaśmiałam się, a ona to słysząc znów opadła na podłogę. Byłam pewna, że to ona przegra.
     Po dziesięciu minutach byłam przy kasie. Jak myślałam spotkałam tam TeaMin a, ale… MILKA TEŻ TAM BYŁA?! Przegrałam…
- Ale… - moje oczy zwęziły się- Milka.. chamie jeden ty…
- Tak się wygrywa! Znaczy… nie przegrywa. Wisisz przysługę TeaMin owi- zaśmiała się.
- Wolę, niż tobie, żmijo perfidna, skarpeto śmierdząca…
- Ty! Lamo! Nie pozwalaj sobie!- zaśmiała się.
     Spojrzałam na TeaMina. Nie mógł złapać oddechu- ze śmiechu oczywiście. Nasze sprzeczki chyba faktycznie wyglądały śmiesznie z boku.
- Dziewczyny!- dalej się śmiał- Chodźmy dalej. Mało czasu mam- uśmiechnął się- chodź wolałbym włóczyć się z wami po sklepach- zaśmiał się- masakra. Polubiłem zakupy- potrząsnął głową.
- Taka SIŁA SIÓSTR LAMY I SKARPETY!- Milka zrobiła poważną minę, położyła pięść na sercu i wzniosła dwa palce do nieba. Położyłam czoło na ramieniu TeaMin a.
- Zabierz ją ode mnie, albo znajdź jej mózg…- śmiałam się.
     Poszliśmy dalej. Nie wchodziliśmy do sklepów. Jakoś się nam nie chciało. Chodziliśmy ulicami dzielnicy Seulu i podziwialiśmy piękno tego miasta.
     TeaMin powiedział, że w końcu odpoczywa. Chyba tęsknił za takim ,,nic-nierobieniem”.
     Nagle z jego kieszeni wydobył się dźwięk. Wyjął telefon i odebrał.
- Hej. No ok, będę- zdawał się być lekko przytłoczony- nie. Pokazuję miasto dziewczynom. Nie znasz. Dobra, dobra. Na razie- rozłączył się.
- Kto to był?- zapytała Milka.
- Nikt ważny. Zaraz będę musiał lecieć- zrobił smutną minę.
- Szkoda- powiedziałam.
- Ale kto to był?!- Milla nie dawała za wygraną.
- Kolega.
- Znany kolega?- miała ogniki szczęścia w oczach.
- No- zaśmiał się.
- KTO TO?!- Milka była bliska płaczu.
- Kojarzysz Mir a?- zapytał- jest w MBLAQ.
- Coś ty zrobił?!- krzyknęłam na niego i zaczęłam się śmiać- Milka zaraz zemdleje…- wyszeptałam i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Mir… mój mąż…- mówiła jak we śnie.
- Nie martw się… ona tylko chora psychicznie jest- mówiłam dalej- przejdzie jej jak dostanie żelka- sięgnęłam do torebki- Milcia… kochanie. Chcesz żelka?- zapytałam wyciągając do niej rękę z opakowaniem słodyczy. Pokiwała głową i zjadła pięć na raz.
     Chłopak patrzył na sytuację z rozbawieniem. Potem ocknął się i zwrócił do nas nieco smętnie.
- Muszę iść. Traficie do domu?- pokiwałyśmy głowami- Jak by co, to śmiało dzwońcie- uśmiechnął się i zatrzymał taksówkę. Pomachał na pożegnanie i już go nie było.
     Szłyśmy już do mieszkania, gdy Milka zauważyła sklep muzyczny. Pomyślałyśmy, że możemy zobaczyć, co tam jest.
     Było bardzo tłoczno. Od razu odechciało się nam spacerować po tym miejscu.
     Nagle Milka schyliła się i podniosła z podłogi jakąś kartkę. Przyjrzała się jej dokładnie i podała mnie.
- Bingo- uśmiechnęła się.
- Co to?- zapytałam. Przeczytałam treść i wytrzeszczyłam oczy- to… to coś dla nas- pokiwałam głową.
     W mojej dłoni spoczywała ulotka. Ulotka konkursu taneczno- wokalnego. Musiałyśmy się dowiedzieć czegoś więcej. Jak najszybciej chciałyśmy być w mieszkaniu.
     Nie przejmowałyśmy się zakupami. Rzuciłyśmy wszystko na stół w kuchni i poszłyśmy do salonu.
     Włączyłam swojego laptopa. Dokładnie wpisałam adres strony informacyjnej, który dyktowała mi Milla. Dłonie mi się trzęsły. Wiedziałam, że może to być dla nas szansa.
      Przyjechałyśmy do Korei, by uczyć się, rozwijać i spełniać marzenia. Jednym z nich był występ na wielkiej scenie. Poznanie naszych idoli. Co mogło nastąpić znacznie szybciej niż myślałyśmy. W końcu mieszkałyśmy u samego Lee TeaMin a, tak?
     Kliknęłam <enter>. Myślałam, że ta strona ładuje się wieki.
- Milka, weś ty sprawdź, bo ja muszę się czegoś napić.
- Ok…- wzięła ode mnie laptopa. Poszłam do kuchni i przypomniałam sobie o zakupach.
     Rozpakowałam wszystkie torby i wyjęłam z szafki szklanki. Nalałam sobie i Milli soku i wróciłam do salonu. Usiadłam obok przyjaciółki, machając jej przed nosem szklanką.
- Weś to Lamo. Czytam… słuchaj. Jurorami są, uwaga, TeaMin, Mir- zapiszczała- i G Dragon- podskoczyłam w miejscu.
- Żartujesz?! G Dragon?!- wytrzeszczyłam oczy.
- Nie. Nie żartuję. Ciii! Dalej… konkurs organizuje SMTOWN. Wygraną są warsztaty z jurorami, miejsca w szkole muzycznej i… apartament!- zapiszczała.
- Żartujesz?!- nie mogłam uwierzyć.
- Nie!! I…- jej optymizm zgasł- zapisy były do wczoraj.
     Opadałam na fotel. Zrobiło mi się strasznie smutno. Nadzieja, którą przyniosła ta ulotka, uleciała. Nie wiedziałam co robić.
- Co teraz?- zapytała Milla.
- Nie wiem… może- oświeciło mnie- zadzwonię do TeaMina- uśmiechnęłam się słabo.
     Czekałam jeszcze pół godziny. Nie chciałam dzwonić. Było mi niezręcznie. Bo nie dość, że był jurorem, to jeszcze był… no cóż. Sobą.
- Dzwoń! Nie zje cię!- krzyczała na mnie.
- To ty zadzwoń! Taka mądra jesteś skarpeto!
- Masz z nim lepszy kontakt. I w ogóle… ty dzwoń!- poszła do sypialni.
     Wzięłam głęboki wdech. Znalazłam w kontaktach ,,Kuzyn Kaśki” i znów zaczerpnęłam powietrza. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
     Czekałam, aż pojawi się pierwszy sygnał, który  przestraszył mnie, gdy już zadźwięczał. Potem kolejny i kolejny, aż w końcu TeaMin odebrał.
- Hej Estera- czułam w jego głosie uśmiech- coś nie tak?- zapytał.
-Yyy… nie. Znaczy… mam pytanie.
- Pytaj…- zdziwił się.
- Jesteś jurorem w konkursie SMTOWN, prawda?
- Tak. Skąd wiesz?
- Znalazłyśmy ulotkę z Milką.
- No jestem. I co w związku z tym?
- Hmm… zapisy były do wczoraj, a my… znaczy. Zastanawiałyśmy się, czy… hmm… czy nie dałoby się jeszcze nas wcisnąć?- zamknęłam oczy w nadziei, że nie usłyszę pretensji z ust mojego idola. Długo nic nie mówił, aż w końcu zdziwiony wyrzucił z siebie:
-  Śpiewacie?!- nerwowo zaśmiałam się.
- Tak. I tańczymy oczywiście…- poczułam, że policzki mnie pieką.
- Nie wiem… naprawdę, mógłbym się popytać, ale nic nie jest pewne. Może… mógłbym wpaść i zobaczyć, czy jest sens abyście startowały? Nie zrozum mnie źle!- powiedział od razu- chodzi o to, że to jest naprawdę wysoki poziom.
- Jasne. Wpadaj- uśmiechnęłam się do siebie- może na kolację?- zapytałam- Coś z Millą wykombinujemy.
- Dobra. To do zobaczenia o.... 18?
- No ok. Cześć- rozłączyłam się. 
 __________________________________________________________
Koniec kolejnej części, ale to dopiero początek...
Królicza Świnka